Clarissa
Jak mogła?
Jak?
- Clary, proszę cię. Wyjdź kochanie. Wszystko ci wytłumaczę, tylko daj mi pozbierać myśli, bo nie mam pojęcia, od czego zacząć.
Co wytłumaczysz? To, że ojciec to nie ojciec, który zginął?
- Najlepiej od początku - wysunęłam głowę za framugi drzwi. Mama wyciągnęła dłoń w moją stronę, a ja cofnęłam się gwałtownie.
Daruj sobie zbędne czułości. Jesteś kłamczuchą.
- Nie traktuj mnie tak. Musiałam ukrywać prawdę.
Prychnęłam.
- Czyli teraz tym jest dla ciebie kłamstwo? Ukrywaniem prawdy. Mylisz pojęcia matko.
Nie odpowiedziała, tylko stała i wpatrywała się w czubki swoich butów, jakby stały się niezwykle interesujące. Akurat teraz.
- Jaki jest? - w końcu uniosła głowę.
- Rozmawialiście przecież - wymigiwała się coraz bardziej. Czułam to. Jej strach wnikał w zakamarki mojej niewiedzy.
- Kim jestem? - osłupiała w jednej chwili zaciskając dłonie w pięści.
- Clary nie zrozumiesz. Jeszcze nie teraz. Daj mi trochę czasu.
Czasu?
Czasu?
Czas jest ci potrzebny, żeby powiedzieć prawdę o mnie?
- A więc tak stawiasz sytuacje? Czy ty przez chwile pomyślałaś o mnie? Co ja czuje?
- Zawsze miałam na celu tylko twoje dobro.
Kim ty jesteś?
- Odejdę. Wyniosę się do Simona, jeśli nie wyjaśnisz tych wszystkich lat mojej niewiedzy.
- Nie możesz, Clary - zaszlochała.
Nie dotknie mnie to. Moje serce zostało otoczone zimną taflą lodu, której twoje łzy nie roztopią.
- D-dobrze tylko mnie wpuść - mama ruszyła w stronę łóżka, a ja za nią.
Usiadłyśmy.
- Valentine. Pamiętam pierwsze wymienione spojrzenia - bo się rozkleje. - Wszystko tak szybko się potoczyło. Ślub, wspólne śniadania, czułości. Potem zaszłam w ciąże... pierwszą.
Co?
Potem poszło jeszcze gorzej niż, myślałam. Wszystkie wypowiedziane słowa, zaczęły wirować w mojej głowie.
Jonathan.
Krąg.
Podziemni.
Demony.
Nocni Łowcy.
Proszę niech to, będzie sen. Niech on okaże się złudzeniem i niech mój tata naprawdę nie żyje.
Proszęproszęproszę
Nie chce mieć w sobie krwi anioła.
Simon
- Lewis nie rozumiesz? Okłamywała mnie i pieprzyła coś o jakiś demonach!
Jest źle.
Rzadko mówi po nazwisku.
- Clary twoja mama, ona...o-ona
cię kocha. Nigdy nie zrobiłaby niczego, aby cię narazić, wręcz
przeciwnie, byłaby w stanie zrobić wszystko, aby ciebie chronić. Nawet
poświeciłaby swoje życie, abyś tylko była bezpieczna - jej spojrzenie złagodniało jednak nie na długo. Po chwili zaczęły ponownie iskrzyć. Z wściekłości.
Nienawidzę jej charakterku! Jest uroczy i denerwujący zarazem.
Ona jest urocza.
-
Ona poświęciła życie mojego ojca, wmawiając mi, że nie żyje! To też
zrobiła dla mojego bezpieczeństwa?! Simon do cholery, ja nie wiem, w co
mam wierzyć. Co robić i komu ufać, bo ta sytuacja zżera mnie od środka.
Poczułem ukłucie w sercu.
Znamy się praktycznie od urodzenia.
- Zawsze byłem i będe, Clary. Mnie ufaj, będę zawsze, kiedy będziesz tego potrzebowała.
Uśmiechnęła się. W zielonych oczach zaczęły tańczyć iskierki. Tym razem szczęścia.
Taka piękna.
- To mama - wskazała na ekran telefonu.
Niewiele myśląc pośpiesznie odebrałem i przyłożyłem jej do ucha. Spiorunowała mnie wzrokiem.
„Halo”
„Czemu nie wracać?”
„Mamo”
„Co się dzieje?”
Nim zdarzyłem zareagować, Clary już nie było. Rozejrzałem się zdezorientowany, zatrzymując wzrok na barze. Jakiś chłopak przyglądał mi się.
Satysfakcja na jego twarzy spowodowała to, że ze złości zacisnąłem
dłonie w pięści, a na jego twarzy pojawił się arogancki uśmiech.
Wstałem wściekły, zmierzając w jego stronę, ale chłopak wyprzedził mnie, opuszczając lokal. Jedynie co zapamiętałem to sztylet, który przytrzymywały zgrabne palce.
Nie przejąłem się tym, ale koleś był dziwaczny.
Clarissa
Biegłam w stronę domu. Nie miałam pojęcia co się, dzieje, ale czułam, że mama jest w niebezpieczeństwie i jeśli nie dotrę na czas to coś się stanie.
W końcu stanęłam przed drzwiami. Trzęsłam się niewyobrażalnie mocno.
Bardzo mi się podobało. Znalazłem jedną literówkę,ale kto by się nią przejmował. Świetne porównania,ładne dialogi i opisy sytuacji. Gratuluję!
OdpowiedzUsuńNie podobało mi się jedynie zaczęcie tego od kłótni. Poza tym,bardzo,bardzo dobre <3